stat4u
Całe moje życie jest oczekiwaniem.
Kategorie: Wszystkie | G.
RSS
wtorek, 01 maja 2012
bardziej niebezpieczni są przyjaciele w swej zdradzie...

...niż wrogowie w swej konsekwencji (Władysław Grzeszczyk).

A gdy przyjaciel oprócz zdrady staje się wrogiem? I to przerażająco konsekwentnym?

Uświadomienie sobie, że po najbliższej osobie na świecie, z którą przez 9 lat z niejednego pieca się jadło i niejedną beczkę soli, nie można się już spodziewać niczego dobrego, to prawdziwe wyzwanie. Stanąć face to face z prawdą i pozbyć się złudzeń.

Byłam naiwna przez tyle miesięcy...

Człowiek, którego znałam i kochałam, nie istnieje. I trzeba jakoś z tym żyć. Chociaż ja wciąż nie wiem jak, już maj za pasem, co z tym czasem, co niby leczy rany? Musiałabym chyba w ogóle nie mieć z nim kontaktu, wtedy może. A tak tylko ciągłe szantaże, groźby, manipulacje, kłamstwa, oszczerstwa, obmawianie, słuchanie, jaka to ona jest wspaniała, a ja oczywiście najgorsza i nagle życie ze mną okazało się takie złe, i odbieranie tyle złości od człowieka, który jeszcze przed niespełna rokiem był czuły i troskliwy, i mówił jak kocha i tęskni, i jak to rodzina jest dla niego najważniesza na świecie.

Ale jest jakiś postęp. Wczoraj po raz pierwszy od pół roku nie płakałam i dziś też nie. To aż dwa dni. Daleko jeszcze do tego, żebym mogła powiedzieć, że coś czuję oprócz bólu i pustki (co jest generanie paradoksem samym w sobie, bo przecież w pustce nie powinno czuć się nic, więc czemu jeszcze ten ból), ale nie pojawił się też ten potwór ściskający w klatce piersiowej. Co więcej potwór pojawia się rzadziej, zdarza się od miesiąca nawet kilka dni pod rząd, kiedy potwór daje mi od siebie odetchnąć.

Aczkolwiek obawiam się, że jak już uporam się z bólem, to zostanie tylko pustka.

00:04, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 21 kwietnia 2012
jak poradzić sobie ze zdradą i opuszczeniem?

W najważniejszym momencie życia zawiódł mnie najbliższy człowiek, ktoś, komu ufałam ponad wszystko. Złamał wszystkie obietnice, które do tej pory składał. I moje życie w jednej chwili rozsypało się jak domek z kart.

Nie potrafię się pozbierać. Ile czasu jeszcze potrwa moja rozpacz? Nie umiem się cieszyć nawet moim macierzyństwem. W ogóle nie umiem z niczego odczuwać radości.

I dni tak mijają jeden za drugim bez sensu... 

12:15, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
środa, 14 marca 2012
dzień ostatni

Ostatnia noc tutaj. W G.

Od trzech dni wszystko pakuję. W międzyczasie latam za kartonami, jakoś obecnie deficyt w tym temacie. Boli mnie dosłownie każdy mięsień plus dokucza mi mostek (kontuzja sprzed tygodnia). Moja mama w tym czasie zajmowała się moim niespełna rocznym Synkiem. Zajmowała, bo godzinę temu pojechała do domu, z kluczami do mojego nowego mieszkania, bo musi przywitać firmę przeprowadzkową, która tam rano zawita.

A mój mąż...

A mój mąż ogląda ze swoja kochanką (którą nazywa "swoją kobietą") mieszkania do wynajęcia w T. Przeprowadzają się od kwietnia, z Ś. Ona pracuje w T., więc bedzie jej wygodniej. A pewnie jeszcze wygodniejsze jest to, że to jeszcze dalej ode mnie. Mąż (nazwijmy go B., tak będzie lepiej i tak, to ta osoba, którą wcześniej na blogu oznaczałam skrótem Sz.) wyprowadził się z domu w październiku, zostawiając mnie z wtedy półrocznym dzieckiem.

Uff. Napisałam to. Chyba zaczyna do mnie dochodzić to wszystko, co się dzieje. Tak długo nie mogłam uwierzyć.

 

20:57, trawa_morska , G.
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 lutego 2012
parafrazując Dextera

Today was the day...

Unfortunately, one of...

Musiałam podjąć w końcu decyzję, czy zignorować dzisiejsze wydarzenie, czy nie, i w jaki sposób. Nie mogę udawać, że to się nie dzieje, chociaż wciąż nie jestem w stanie stanąć twarzą w twarz z tym koszmarem. I wciąż nie mogę uwierzyć, że dzieje się tak szybko.

Zrobiłam, co uznałam za słuszne. Od dawna nie byłam pewna, czy dam radę to ogarnąć, ale wczoraj jakimś cudem udało mi się zrobić research i przygotować, a dziś rano wykonać. Coś, co normalnie nie jest czymś niezwykłym, ale gdy funkcjonuje się z wciąż ściśniętym gardłem i sercem, z ciężarem odczuwanym każdą cząsteczką ciała, z atakami panikii rozpaczy, drobiazgi urastają do wielkich czynów.

Jestem oczywiście pełna obaw, co z tego wyniknie. Ale to nic nowego, od tygodni obawa to moje drugie imie. Obawa i trwoga. Zresztą nawet nie wiem, co wynikło dzisiaj, a coś się działo. Spróbuję się czegoś jutro dowiedzieć, a jak na razie mogę tylko trwać w oczekiwaniu. Ta bierność, to, że tak naprawdę nic nie mogę zrobić i jestem tak ograniczona w działaniu, jest chyba najbardziej wykańczająca i przytłaczająca, nielicząc ogólnie całej sytuacji. I niemobilność. I niewiedza. I niemożność stwierdzenia co jest prawdą, a co nie. Gdy okazało się, że człowiek, któremu zawsze ufało się bezgranicznie, wierzyło w każde słowo, potrafi kłamać.

Ciekawe, kiedy będę potrafiła pisać wprost o tym wszystkim i nazwać rzecz po imieniu.

20:26, trawa_morska , G.
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 lutego 2012
fatum?

W zeszłym roku nastąpiło seria niefortunnych zdarzeń. Które same w sobie nie byłyby niczym niezwykłym. Sprzężone razem w jednym roku bezlitośnie zniszczyły moje dotychczasowe życie. Nie dałam rady tego powstrzymać. Wszystko działo się tak szybko. Jakby poza moją kontrolą.

Jakby, bo dziś wiem, że mogłam mieć kontrolę. Popełniałam błąd za błędem. Nie wiedziałam o tym, ale nie dostanę rozgrzeszenia.

Zawszę, jak chcę dobrze, to wychodzi na opak.

20:22, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
"przetrwałam" cztery miesiące

I czuję, jakby to była wieczność.

Miłość daje życie, ale również je odbiera.

10:58, trawa_morska , G.
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 30 stycznia 2012
/smutniejszy odcień szarości/

znowu świat odepchnął mnie

...

jutro ból obudzi mnie

...

kolejny dzień

...

i znowu ból

...

znowu ból

...

stary ból...

http://youtu.be/9xjQM9oPbm0

w odróżnieniu od tego utworu ja nie wiem, jak mam sobie radzić z tym bólem

reszta się zgadza

15:07, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2012
to kim jesteśmy

Trzeba w życiu podjąć trzy lub cztery wielkie decyzje, które kształtują całe życie.

Moje były, delikatnie mówiąc, kiepskie.

No może poza jedną, której realizację ostatecznie i tak spieprzyłam. Okazało się, że to, co sobie wyobrażałam jako rzeczywistość, jest tak naprawdę wytworzoną przeze mnie bańką mydlaną, która niespodziewanie pękła. Mleko się wylało, a ja zszokowana i zaskoczona zamarłam zamiast działać. Wyparcie - w ramach reakcji obronnej organizmu. Wszystko zaczęło się dziać poza moją kontrolą, jakbym była jedynie biernym widzem mojego własnego życia. Dni zlewały się w jedno. I nagle mamy już prawie połowę stycznia. I nagle deadline już za cztery tygodnie. Z akcentem na słowo dead. Nie ciała. Duszy. Serca. Jestestwa.

23:31, trawa_morska , G.
Link Komentarze (3) »
człowiek, który przeniósł górę, zaczął od kilku kamieni

Niby.

Wciąż i wciąż próbuję, wciąż na nowo i na nowo, wciąż i wciąż, i tak od kilku miesięcy. Efektów brak, wręcz przeciwnie, dziwne, co bym nie robiła, to kolejne elementy wymykają mi się z rąk. To jest jak jakieś fatum. Jakby wisiała gdzieś nade mną jakaś klątwa. I to wszystko dzieje się tak szybko. Tempo kolejnych ciosów jest powalające. Pół roku temu żyłam w zupełnie innym świecie.

00:24, trawa_morska , G.
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 stycznia 2012
. . .

Carry on my wayward son
There'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Don't you cry no more

. . . 

http://youtu.be/dzhHLVaYT1M

00:39, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
są ludzie którzy pozostawiają nieścieralny znak na duszy

Przewegetowałam do dzisiejszego dnia. Jedno tegoroczne odliczanie zakończone. Z jednej strony nie mogłam się doczekać dzisiejszego dnia, ale z drugiej jest to dość masochistyczne. Ale takie dni jak dziś, mimo że ciężkie i bardzo bolesne, trzymają mnie jeszcze jako tako w pionie. Bo jednak są lepsze niż nic. A poza nimi jest właśnie nic. Pustka, którą trzeba przetrwać. Teraz muszę wytrzymać do środy. Czyli cały jutrzejszy dzień, pół dnia pojutrze i dwie noce pomiędzy. Aby spędzić kilka (trzy? cztery?) masochistycznych godzin, które obecnie stanowią o sensie mojego życia.

Środa będzie istotna z jeszcze jednego powodu. Stanowi czterotygodniową granicę dzielącą mnie od wydarzenia, którego jak wszystko wskazuje, nie uda mi sie powstrzymać, a którego nawet nie mogę sobie wyobrazić. Tak jakby mój organizm sam mnie chronił przed dostępem, jakby wiedział, że jeżeli tylko to urealni się w mojej świadomości, rozpadnę się na kawałki. To znaczy to, co ze mnie zostało. Jak na razie się trzymam, ale jak już się stanie, to tym razem się nie pozbieram. Nie poddam się bez walki, nigdy tego nie robię, ale nie łudźmy się, Dawid wygrał z Goliatem tylko w bibilijnej opowieści.

22:49, trawa_morska , G.
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 stycznia 2012
i jeszcze jedno małe odliczanie

Osiem dni. A właściwie siedem. Siedem całych dni trzeba będzie przeżyć, żeby dotrwać do przyszłego poniedziałku.

Nawet z największego mroku można wyjść do światła... sranie w banie. Czy mam jeszcze nadzieję? Chociaż dziś znów została zduszona i podeptana, to coś tam pewnie jeszcze się tli. Bez tego nie byłabym w stanie wstać z łóżka. Chociaż są dni, gdy i wstanie z łóżka staje się nie lada wyczynem.

Pamiętam z jaką radością wchodziłam w miniony rok. Były pewne naturalne obawy, w końcu czekało mnie coś niezwykłego - poród, który, choć przewałkowany w teorii w te i we wte, trzeba przeżyć, żeby cokolwiek móc na jego temat tak naprawdę powiedzieć. Ale to miał byc mój najpiękniejszy rok życia. Nie mogłam się doczekać poszczególnych miesięcy. Wyszło jak wyszło. Wczoraj o północy stałam w tym samym miejscu co rok wcześniej i nie mogłam uwierzyć. Tyle się wydarzyło. Koszmarne miesiące, najgorsze w moim życiu, z których się nigdy nie otrząsnę, których nigdy nie zapomnę. Z ulgą przyjełam, że ten pieprzony rok się skończył. Ale z drugiej strony co z tego, że mamy 2012? Czy to coś zmienia? Czy noworoczne postanowienia sprawią, że staniemy się innymi ludźmi, że zmieni się nasze życie, nasze postępowanie, nasze odczuwanie? Nie. Tak naprawdę to naszedł kolejny dzień, taki sam jak zawsze. Dla którego nie ma znaczenia, że zmieniła się jedna cyferka w numerze roku. Tak naprawdę tkwimyw tym samym bagnie, łudząc się tylko, że przyszło coś nowego.

W ten rok weszłam bez żadnych oczekiwań. Bez żadnych planów ani nadziei. Zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej niż to z czym musiałam się zmierzyć w ostatnich miesiącach, więc wolę nie wyobrażać sobie, bo sama myśl o tym sprawia, że jestem przerażona. A nie mogę sobie na to pozwolić.

21:56, trawa_morska , G.
Link Dodaj komentarz »
po czterech latach

Zmiana szablonu z zielonego na ten bury i ponury, czyli taki, jak się czuję w środku. Ostatnie miesiące przewróciły moje, wydawałoby się uporządkowane, życie. I zrobiły ze mnie miazgę. 

Wciąż odliczam. Tylko że teraz jest to odliczanie do czegoś, z czym będę musiała się zmierzyć, a bardzo bardzo nie chcę. Będę musiała walczyć z kimś, kogo bardzo kocham, a walki tej nie uniknę, choćbym nie wiem co zrobiła. Czuję się jak w jakiejś antycznej tragedii, gdzie każdy czyn, niezależnie od intencji, nieuchronnie zbliża do jednego. Wszelkie próby przeciwstawienia się i tak w efekcie oznaczają porażkę. Wydaje mi się, że uciekam, że się oddalam od złego, ale ono i tak dopada. I okazuje się, że każda droga, którą wybrałam, prowadzi do tej samej mety. Możliwość wyboru jest tylko złudzeniem, które bezlitośnie się ze mną rozprawia. 

I pokazuje, że nie mam już żadnej kontroli nad swoim życiem. 

Straciłam czujność. Poczułam się szczęśliwa i straciłam czujność.

5 tygodni. 

Już teraz jestem wrakiem. Skąd wezmę siłę za 5 tygodni? Skąd wezmę siłę, by się przygotować do starcia? Zawszę musiałam walczyć o siebie, ale nigdy nie w takich warunkach. Nigdy nie byłam wrzucona na aż tak głęboką wodę. Nigdy na szali nie było tak wiele. Nie było wszystkiego. Zawsze była jakaś alternatywa, jakaś przyszłość w przypadku przegranej. Teraz jest albo wszystko, albo nic. Tym bardziej, że nie chodzi tylko o mnie. Nie jestem już odpowiedzialna tylko za siebie. A czas płynie nieubłaganie. Nikt nam nie zwróci tych zmarnowanych ostatnich miesięcy. Tego, co mogłiśmy przeżyć, co mogliśmy poczuć. Zamiast się spalać. 

5 tygodni...

15:56, trawa_morska , G.
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 marca 2008
przyśpiewka

Mantra właściwie.

Dam sobie radę, dam sobie radę, dam radę sobie radę ze wszystkim...

Podśpiewuje sobie pod nosem często dziś, dodając sobie otuchy.

Tzn. starając się dodać.

Nie wiem, jak to jest, ale każda kolejna praca, jakiej się podejmuję, jest gorsza i dołująca od poprzedniej. Kasa coraz większa, ale samopoczucie niestety w tendencji spadkowej. I wciąż wydaje mi się, że juz gorzej być nie może. A jednak jest. Niestety.

Ma to ścisły wiązek z płcią mojego szefostwa. Z mężczyznami współpracuje mi się dobrze. Kobiety sprawiają, że chce mi sie walić głową w ścianę. Nie wiem, chciałabym, żeby kobiety zajmowały kierownicze stanowiska, ale ja jeszcze nie spotkałam takiej, która by się mentalnie, intelektualnie i emocjonalnie do tego nadawała. Jednak do tej pory przynajmniej nie były głupie i może nie umiały zarządzać personelem, ale przynajmniej znały się na swoim fachu. Teraz jest nade mną ktoś, kto jest potrójną porażką.

Poza tym, że musze spędzać całe dnie w pracy, męcząc się niemiłosiernie, od dziś przez trzy tygodnie mam też cały dom na głowie. Matka poleciała na 3 tygodni do Irlandii, do koleżanki. Z całego serca namawiałam ją do tego wyjazdu i popieram ten pomysł, co nie zmienia faktu, że doszło mi dużo odpowiedzialności. I obowiązków, zwłaszcza biorąc pod uwagę moją rodzinną sytuację.

No, a sa jeszcze inne rzeczy, o których musze myśleć. Np. wciąż wisząca obrona. Po wielu perypetiach, również i w tym roku występujących, w końcu ustalili mi termin. Miał to być wtorek w zeszłym tygodniu. Po czym po kilku dniach termin został odwołany i przełożony na dzień bliżej nieokreślony, a mi pozostało dzwonienie co dwa dni na uczelnię i dowiadywanie się, że jeszcze nic niewiadomo. Śmiechu warte.

Jest jeszcze coś, o wiele ważniejszego dla mnie, ale o tym innym razem.

21:17, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 marca 2008
poczucie przyzwoitości

Jakieś mało znaczące wpisy w styczniu, widze, tu zawarłam, a luty minął bez pozostawienia czegos po sobie... no ale wrodzone poczucie przyzwoitości:) sprawia, ze wracam.

Prawda jest taka, że gdy czuję się naprawdę źle i przeżywam różne doły, gdy dużo rzeczy nie wychodzi, czy to zależnie czy niezależnie od emnie, to pisanie o tym byłoby zbyt osobiste nawet jak na ekshibicjonistyczny blog.

Ale już najwyższy czas stanąć psychicznie, a już zwłaszcza emocjonalnie, na nogi i zebrać się w sobie. Niedawno doszłam do wniosku, że to jak postrzegamy świat, tak naprawdę w dużej mierze zależy od nastawienia. Można przyjmować rzeczywistość w różnoraki sposób. W taki, który pozwala nam w miarę bezboleśnie przejść przez dany dzień. Albo w taki, który nas wyniszcza. Powoli, niezauważalnie niczym rak.

Tak że najważniejsza jest afirmacja. Jeżeli nie możesz czegoś zmienić, zaakceptuj to. A nawet polub. Bardzo często sami stwarzamy sobie problemy. Utrudniamy sobie niepotrzebnie zycie.

Musze sobie to przypominać co najmniej kilka razy dziennie.

15:24, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 stycznia 2008
tęsknota

Tak patrzę i patrzę na swoją półkę z książkam i łezka mi się kręci, bo egzemplarzy przybywa (jestem książkozakupoholikiem), a nie mam czasu ani chęci (o zgrozo), żeby poczytać.

Jak jestem w domu, to jedynie daję radę prasie.

Co gorsza, z reguły kolorowej.

17:30, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 stycznia 2008
co do sylwestra

Bardzo udany wyjazd, fajnie pobyć ze znajomymi i mieć totalny luz i żadnych obowiązków chociaż przez kilka dni.

Bardzo przyjemnie upływał czas, za wyjątkiem ostatniego dnia, kiedy to notorycznie kłociliśmy się z Sz. Biorąc pod uwagę, że to był pierwszy dzień roku, nie wróży to najlepiej.

Ale nie jestem przesądna.

I tak jesteśmy związkiem, że co w sercu, to na języku.

Więc co mi tam takie wróżby.

Poza tym uważam, że tak jest lepiej, niż dusić wszystko w sobie.

Zawsze byłam zdania, że nie ma jak profesjonalne oczyszczanie atmosfery.

To jak robienie prania.

10:22, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 stycznia 2008
pewnie już o tym pisałam

Ale zrobie to kolejny raz.

Praca wysysa ze mnie życie, obsorbując wszelki czas. Nawet ten po powrocie do domu, bo jestem tak bez zycia, że jedynym zajęciem do którego jestem zdolna, to gapienie sie w tv.

Dlatego do napisania tej notki zbierałam się tyle dni.

Dziś kolejne, tym razem 2.5 godzin bezpłatnych nadgodzin.

Z pewnością to kara za moje grzechy lenistwa w przeszłości.

20:04, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 grudnia 2007
bory-tucholskie-relax

Jutro wyjeżdżam w głuchy las w końcu odpocząć, bawić się, pić, seksić ze swoim manem i niczym kompletnie nie przejmować.

Cztery dni totalnej laby, kiedy to bylo?

A Święta były do dupy, bo zachorowałam sobie.

W dodatku w sobotę, poniedziałek, wczoraj i dziś byłam w pracy i nie bylo to przyjemne.

A praca wysysa ze mnie totalnie wszystkie soki.

Ale pokorna jestem w tym temacie, po ostatnim długim okresie poszukiwawczym staram sie nie narzekać. Choć w porównaniu z poprzednimi posadami wpadłam, jak się okazało, z deszczu pod rynnę.

Taki zawód.

Coraz częściej myślę o przebranżowaniu się.

Ale to nie temat na teraz, czas na moje uwielbiane pierożki i książeczkę spod choinki.

Ale się cieszę na ten weekend! Jak wariatka pięciolatka:)

20:27, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 grudnia 2007

Co roku, już nie pamiętam od kiedy, czekam, aż ogarnie mnie ten świąteczny nastrój...

I jak zwykle nic.

Oczywiście, jest sprzątanie, przygotowywanie prezentów. wręczanie, przyjmowanie, wysyłanie zyczeń, gotowanie i inne czynności typowe dla tego okresu, ale to tylko zewnętrzne oznaki.

Aura też nie ułatwia.

Chcialabym znowu poczuć się dzieckiem.

14:08, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 grudnia 2007

Jak już mam czas i ochotę, żeby usiąść dla rozrywki przez komputerem i zaglądnąć np. tutaj, to juz mi powieki opadają na amen, a ręce nie chcą dosięgnąć klawiatury.

Ściełam i popasemkowałam sobie wczoraj włosy.

Reakcja Przyszłej Teściowej: O mój Boże! Co ty zrobiłaś!!! (plus pozawerbalne reakcje szokowo-oburzeniowe) 

A dziś pełne zdziwienie wyrażone do Sz., że się go nie zapytałam, czy moge obciąć wlosy (sic!).

Miałam za ramiona, teraz są wycieniowane i dochodzą lekko do szyi.

Ale reszcie - na czele z Sz. i moją mamą - się podoba.

I zapłaciłam za to śmieszne pieniądze, więc jestem zadowolona. Jakieś siedem/osiem miesięcy temu wyczaiłam fajny kameralny salon u siebie w mieście. A przedtem głupia jeździłam do Trójmiasta i zostawiałam po dwie stówy i więcej u Jean Louis Davida. No, ale kiedyś miałam kasę do szastania. Zamiast trochę pooszczędzać i polokować żyłam totalną konsumcją i teraz mam. To znaczy nie mam. No bo kto mógł się spodziewać, że przyjdą chudsze czasy. I że tak się zaangażuję w jakiś związek, że mi się zmienią piorytety. Ja pewno nie ja. 

W każdym razie do wybrania się w końcu do fryzjera zmusił mnie zbliżający sie termin oddania wniosków dowodowych. Trzeba mieć jakieś porządniejsze zdjęcie. Przy okazji zrobiłam sobie całą serię fot.

Do dowodu wyszły spoko luzik.

Tak czy owak tu nie bylo ryzyka, po slubie i tak trzeba będzie zmienić dokument.

Do dyplomu wyszły ponad moje oczekiwania. Biorąc pod uwagę, że w inżynierskim wyglądam, jak dziecko z porażeniem mózgowym, teraz jest całkiem, całkiem. A nawet lepiej.

Co się zaś tyczy paszportowego...

... to tylko mi tabliczki z numerem więziennym brakuje.

Wypisz wymaluj kryminalistka z akt więziennych vel paszczonaleśnik.

Równowaga w przyrodzie musi być.

20:54, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2007
nasza-klasa.pl

Wszystko fajnie, tylko dlaczego to tak strasznie wolno się otwiera???

22:47, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2007
kurde

Chciałam kupić Sz. gadający długopis Homera Simpsona i ktos mnie właśnie przelicytował w ostatniej sekundzie.

Sz. jest wielbicielem The Simpsons i generalnie na każdą okazję staram się mu podarować jakiś gadżet a propos.

Sz. to nie jest Szymon, jakby ktoś się zastanawiał.

To skrót od ksywy.

Został jeszcze gadający zegar, puzzle i brelok do kluczy.

Zirytowałam się.

19:43, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
tak w skrócie

Ojojoj, długo mnie tu nie było...

Ale jakoś tak czas biegnie szybciej niż to zdążam ogarnąć.

Wczoraj i przedwczoraj byłam totalnie oklapnięta, nie wiem czy to pogoda taka, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czuła się tak wymięta. No chyba, że na kacu (raz w życiu mnie to zjawisko dotknęło, no, ale wtedy powód był słuszny, a cel osiągnięty) lub podczas totalnego wielogodzinnego braku snu. Poza tym niby mam pracę siedząco-biurową, a wracam do domu bardziej wykończona niż po jakiś wykopkach.

Ale dzisiaj ładny dzień, lekki mrozik, słoneczko i bez wiatru, więc powinno być lepiej.

Jutro wyjazd służbowy (pierwszy podczas tej wciąż nowej, bo półtoramiesięcznej jak na razie, pracy) do Gdyni. Przy okazji wpadnę na uczelnię, bo tak to nie mam możłiwości - dziekanat idealnie, synchronicznie wręcz, pracuje zgodnie z moimi godzinami pracy. Tzn. kończy swoją pracę dotyczącą przyjmowania petentów. A muszę się pojawić osobiście, bo wysyłanie mojego brata za każdym razem kończyło się fiaskiem. Te głupie baby ciągle go zbywały. Co innego uzgadniały ze mną podczas rozmowy telefonicznej (jak już udało mi się dodzwonić), a co innego mówiły jemu. Ku mojej ciągłej frustracji, gdyż mogłabym to wszystko normalnie przez niego załatwić.

L. studiuje na wydziale obok.

A w piątek idę do poradni płuc (nie miałam jeszcze okazji przekazać tego faktu szefostwu), bo podczas badań pracowniczych okazało się, że coś tam w tych płucach mi siedzi. To samo wyszło w styczniu, podczas badań do E., ale tam lekarz wiedział, że to nie przeszkadza mi w pracy. Tym razem kwitka, że jestem zdolna do pracy nie dostałam. Może to i dobrze, bo inaczej nigdy bym się tym nie zajęła. Poprzednim razem wypadło mi z głowy.

Za to sobota w końcu wolna i czeka nas impreza ku czci Sz., który ma uroczyste zakończenie studiów, z togami i tymi amerykańskopodobnymi czapami. W sumie fajny akcent. Nie chciało mu się na to jechać, ale go namówiłam. Niech chociaż on ma jakąś pociechę ze swoich studiów. Bo na kasę to się na razie nie przełożyło.

To chyba na tyle, jeżeli chodzi o aktualizację mojego życia.

12:10, trawa_morska
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 listopada 2007
dwadzieścia siedem
J.w.
15:37, trawa_morska
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8