stat4u
Całe moje życie jest oczekiwaniem.
Kategorie: Wszystkie | codzienność
RSS
czwartek, 12 stycznia 2012
to kim jesteśmy

Trzeba w życiu podjąć trzy lub cztery wielkie decyzje, które kształtują całe życie.

Moje były, delikatnie mówiąc, kiepskie.

No może poza jedną, której realizację ostatecznie i tak spieprzyłam. Okazało się, że to, co sobie wyobrażałam jako rzeczywistość, jest tak naprawdę wytworzoną przeze mnie bańką mydlaną, która niespodziewanie pękła. Mleko się wylało, a ja zszokowana i zaskoczona zamarłam zamiast działać. Wyparcie - w ramach reakcji obronnej organizmu. Wszystko zaczęło się dziać poza moją kontrolą, jakbym była jedynie biernym widzem mojego własnego życia. Dni zlewały się w jedno. I nagle mamy już prawie połowę stycznia. I nagle deadline już za cztery tygodnie. Z akcentem na słowo dead. Nie ciała. Duszy. Serca. Jestestwa.

23:31, trawa_morska , codzienność
Link Komentarze (3) »
człowiek, który przeniósł górę, zaczął od kilku kamieni

Niby.

Wciąż i wciąż próbuję, wciąż na nowo i na nowo, wciąż i wciąż, i tak od kilku miesięcy. Efektów brak, wręcz przeciwnie, dziwne, co bym nie robiła, to kolejne elementy wymykają mi się z rąk. To jest jak jakieś fatum. Jakby wisiała gdzieś nade mną jakaś klątwa. I to wszystko dzieje się tak szybko. Tempo kolejnych ciosów jest powalające. Pół roku temu żyłam w zupełnie innym świecie.

00:24, trawa_morska , codzienność
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 stycznia 2012
. . .

Carry on my wayward son
There'll be peace when you are done
Lay your weary head to rest
Don't you cry no more

. . .

00:39, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
są ludzie którzy pozostawiają nieścieralny znak na duszy

Przewegetowałam do dzisiejszego dnia. Jedno tegoroczne odliczanie zakończone. Z jednej strony nie mogłam się doczekać dzisiejszego dnia, ale z drugiej jest to dość masochistyczne. Ale takie dni jak dziś, mimo że ciężkie i bardzo bolesne, trzymają mnie jeszcze jako tako w pionie. Bo jednak są lepsze niż nic. A poza nimi jest właśnie nic. Pustka, którą trzeba przetrwać. Teraz muszę wytrzymać do środy. Czyli cały jutrzejszy dzień, pół dnia pojutrze i dwie noce pomiędzy. Aby spędzić kilka (trzy? cztery?) masochistycznych godzin, które obecnie stanowią o sensie mojego życia.

Środa będzie istotna z jeszcze jednego powodu. Stanowi czterotygodniową granicę dzielącą mnie od wydarzenia, którego jak wszystko wskazuje, nie uda mi sie powstrzymać, a którego nawet nie mogę sobie wyobrazić. Tak jakby mój organizm sam mnie chronił przed dostępem, jakby wiedział, że jeżeli tylko to urealni się w mojej świadomości, rozpadnę się na kawałki. To znaczy to, co ze mnie zostało. Jak na razie się trzymam, ale jak już się stanie, to tym razem się nie pozbieram. Nie poddam się bez walki, nigdy tego nie robię, ale nie łudźmy się, Dawid wygrał z Goliatem tylko w bibilijnej opowieści.

niedziela, 01 stycznia 2012
i jeszcze jedno małe odliczanie

Osiem dni. A właściwie siedem. Siedem całych dni trzeba będzie przeżyć, żeby dotrwać do przyszłego poniedziałku.

Nawet z największego mroku można wyjść do światła... sranie w banie. Czy mam jeszcze nadzieję? Chociaż dziś znów została zduszona i podeptana, to coś tam pewnie jeszcze się tli. Bez tego nie byłabym w stanie wstać z łóżka. Chociaż są dni, gdy i wstanie z łóżka staje się nie lada wyczynem.

Pamiętam z jaką radością wchodziłam w miniony rok. Były pewne naturalne obawy, w końcu czekało mnie coś niezwykłego - poród, który, choć przewałkowany w teorii w te i we wte, trzeba przeżyć, żeby cokolwiek móc na jego temat tak naprawdę powiedzieć. Ale to miał byc mój najpiękniejszy rok życia. Nie mogłam się doczekać poszczególnych miesięcy. Wyszło jak wyszło. Wczoraj o północy stałam w tym samym miejscu co rok wcześniej i nie mogłam uwierzyć. Tyle się wydarzyło. Koszmarne miesiące, najgorsze w moim życiu, z których się nigdy nie otrząsnę, których nigdy nie zapomnę. Z ulgą przyjełam, że ten pieprzony rok się skończył. Ale z drugiej strony co z tego, że mamy 2012? Czy to coś zmienia? Czy noworoczne postanowienia sprawią, że staniemy się innymi ludźmi, że zmieni się nasze życie, nasze postępowanie, nasze odczuwanie? Nie. Tak naprawdę to naszedł kolejny dzień, taki sam jak zawsze. Dla którego nie ma znaczenia, że zmieniła się jedna cyferka w numerze roku. Tak naprawdę tkwimyw tym samym bagnie, łudząc się tylko, że przyszło coś nowego.

W ten rok weszłam bez żadnych oczekiwań. Bez żadnych planów ani nadziei. Zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej niż to z czym musiałam się zmierzyć w ostatnich miesiącach, więc wolę nie wyobrażać sobie, bo sama myśl o tym sprawia, że jestem przerażona. A nie mogę sobie na to pozwolić.

po czterech latach

Zmiana szablonu z zielonego na ten bury i ponury, czyli taki, jak się czuję w środku. Ostatnie miesiące przewróciły moje, wydawałoby się uporządkowane, życie. I zrobiły ze mnie miazgę. 

Wciąż odliczam. Tylko że teraz jest to odliczanie do czegoś, z czym będę musiała się zmierzyć, a bardzo bardzo nie chcę. Będę musiała walczyć z kimś, kogo bardzo kocham, a walki tej nie uniknę, choćbym nie wiem co zrobiła. Czuję się jak w jakiejś antycznej tragedii, gdzie każdy czyn, niezależnie od intencji, nieuchronnie zbliża do jednego. Wszelkie próby przeciwstawienia się i tak w efekcie oznaczają porażkę. Wydaje mi się, że uciekam, że się oddalam od złego, ale ono i tak dopada. I okazuje się, że każda droga, którą wybrałam, prowadzi do tej samej mety. Możliwość wyboru jest tylko złudzeniem, które bezlitośnie się ze mną rozprawia. 

I pokazuje, że nie mam już żadnej kontroli nad swoim życiem. 

Straciłam czujność. Poczułam się szczęśliwa i straciłam czujność.

5 tygodni. 

Już teraz jestem wrakiem. Skąd wezmę siłę za 5 tygodni? Skąd wezmę siłę, by się przygotować do starcia? Zawszę musiałam walczyć o siebie, ale nigdy nie w takich warunkach. Nigdy nie byłam wrzucona na aż tak głęboką wodę. Nigdy na szali nie było tak wiele. Nie było wszystkiego. Zawsze była jakaś alternatywa, jakaś przyszłość w przypadku przegranej. Teraz jest albo wszystko, albo nic. Tym bardziej, że nie chodzi tylko o mnie. Nie jestem już odpowiedzialna tylko za siebie. A czas płynie nieubłaganie. Nikt nam nie zwróci tych zmarnowanych ostatnich miesięcy. Tego, co mogłiśmy przeżyć, co mogliśmy poczuć. Zamiast się spalać. 

5 tygodni...

wtorek, 04 marca 2008
przyśpiewka

Mantra właściwie.

Dam sobie radę, dam sobie radę, dam radę sobie radę ze wszystkim...

Podśpiewuje sobie pod nosem często dziś, dodając sobie otuchy.

Tzn. starając się dodać.

Nie wiem, jak to jest, ale każda kolejna praca, jakiej się podejmuję, jest gorsza i dołująca od poprzedniej. Kasa coraz większa, ale samopoczucie niestety w tendencji spadkowej. I wciąż wydaje mi się, że juz gorzej być nie może. A jednak jest. Niestety.

Ma to ścisły wiązek z płcią mojego szefostwa. Z mężczyznami współpracuje mi się dobrze. Kobiety sprawiają, że chce mi sie walić głową w ścianę. Nie wiem, chciałabym, żeby kobiety zajmowały kierownicze stanowiska, ale ja jeszcze nie spotkałam takiej, która by się mentalnie, intelektualnie i emocjonalnie do tego nadawała. Jednak do tej pory przynajmniej nie były głupie i może nie umiały zarządzać personelem, ale przynajmniej znały się na swoim fachu. Teraz jest nade mną ktoś, kto jest potrójną porażką.

Poza tym, że musze spędzać całe dnie w pracy, męcząc się niemiłosiernie, od dziś przez trzy tygodnie mam też cały dom na głowie. Matka poleciała na 3 tygodni do Irlandii, do koleżanki. Z całego serca namawiałam ją do tego wyjazdu i popieram ten pomysł, co nie zmienia faktu, że doszło mi dużo odpowiedzialności. I obowiązków, zwłaszcza biorąc pod uwagę moją rodzinną sytuację.

No, a sa jeszcze inne rzeczy, o których musze myśleć. Np. wciąż wisząca obrona. Po wielu perypetiach, również i w tym roku występujących, w końcu ustalili mi termin. Miał to być wtorek w zeszłym tygodniu. Po czym po kilku dniach termin został odwołany i przełożony na dzień bliżej nieokreślony, a mi pozostało dzwonienie co dwa dni na uczelnię i dowiadywanie się, że jeszcze nic niewiadomo. Śmiechu warte.

Jest jeszcze coś, o wiele ważniejszego dla mnie, ale o tym innym razem.

21:17, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 03 marca 2008
poczucie przyzwoitości

Jakieś mało znaczące wpisy w styczniu, widze, tu zawarłam, a luty minął bez pozostawienia czegos po sobie... no ale wrodzone poczucie przyzwoitości:) sprawia, ze wracam.

Prawda jest taka, że gdy czuję się naprawdę źle i przeżywam różne doły, gdy dużo rzeczy nie wychodzi, czy to zależnie czy niezależnie od emnie, to pisanie o tym byłoby zbyt osobiste nawet jak na ekshibicjonistyczny blog.

Ale już najwyższy czas stanąć psychicznie, a już zwłaszcza emocjonalnie, na nogi i zebrać się w sobie. Niedawno doszłam do wniosku, że to jak postrzegamy świat, tak naprawdę w dużej mierze zależy od nastawienia. Można przyjmować rzeczywistość w różnoraki sposób. W taki, który pozwala nam w miarę bezboleśnie przejść przez dany dzień. Albo w taki, który nas wyniszcza. Powoli, niezauważalnie niczym rak.

Tak że najważniejsza jest afirmacja. Jeżeli nie możesz czegoś zmienić, zaakceptuj to. A nawet polub. Bardzo często sami stwarzamy sobie problemy. Utrudniamy sobie niepotrzebnie zycie.

Musze sobie to przypominać co najmniej kilka razy dziennie.

15:24, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
sobota, 19 stycznia 2008
tęsknota

Tak patrzę i patrzę na swoją półkę z książkam i łezka mi się kręci, bo egzemplarzy przybywa (jestem książkozakupoholikiem), a nie mam czasu ani chęci (o zgrozo), żeby poczytać.

Jak jestem w domu, to jedynie daję radę prasie.

Co gorsza, z reguły kolorowej.

17:30, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 stycznia 2008
co do sylwestra

Bardzo udany wyjazd, fajnie pobyć ze znajomymi i mieć totalny luz i żadnych obowiązków chociaż przez kilka dni.

Bardzo przyjemnie upływał czas, za wyjątkiem ostatniego dnia, kiedy to notorycznie kłociliśmy się z Sz. Biorąc pod uwagę, że to był pierwszy dzień roku, nie wróży to najlepiej.

Ale nie jestem przesądna.

I tak jesteśmy związkiem, że co w sercu, to na języku.

Więc co mi tam takie wróżby.

Poza tym uważam, że tak jest lepiej, niż dusić wszystko w sobie.

Zawsze byłam zdania, że nie ma jak profesjonalne oczyszczanie atmosfery.

To jak robienie prania.

10:22, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 stycznia 2008
pewnie już o tym pisałam

Ale zrobie to kolejny raz.

Praca wysysa ze mnie życie, obsorbując wszelki czas. Nawet ten po powrocie do domu, bo jestem tak bez zycia, że jedynym zajęciem do którego jestem zdolna, to gapienie sie w tv.

Dlatego do napisania tej notki zbierałam się tyle dni.

Dziś kolejne, tym razem 2.5 godzin bezpłatnych nadgodzin.

Z pewnością to kara za moje grzechy lenistwa w przeszłości.

20:04, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 grudnia 2007
bory-tucholskie-relax

Jutro wyjeżdżam w głuchy las w końcu odpocząć, bawić się, pić, seksić ze swoim manem i niczym kompletnie nie przejmować.

Cztery dni totalnej laby, kiedy to bylo?

A Święta były do dupy, bo zachorowałam sobie.

W dodatku w sobotę, poniedziałek, wczoraj i dziś byłam w pracy i nie bylo to przyjemne.

A praca wysysa ze mnie totalnie wszystkie soki.

Ale pokorna jestem w tym temacie, po ostatnim długim okresie poszukiwawczym staram sie nie narzekać. Choć w porównaniu z poprzednimi posadami wpadłam, jak się okazało, z deszczu pod rynnę.

Taki zawód.

Coraz częściej myślę o przebranżowaniu się.

Ale to nie temat na teraz, czas na moje uwielbiane pierożki i książeczkę spod choinki.

Ale się cieszę na ten weekend! Jak wariatka pięciolatka:)

20:27, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 grudnia 2007

Co roku, już nie pamiętam od kiedy, czekam, aż ogarnie mnie ten świąteczny nastrój...

I jak zwykle nic.

Oczywiście, jest sprzątanie, przygotowywanie prezentów. wręczanie, przyjmowanie, wysyłanie zyczeń, gotowanie i inne czynności typowe dla tego okresu, ale to tylko zewnętrzne oznaki.

Aura też nie ułatwia.

Chcialabym znowu poczuć się dzieckiem.

14:08, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 grudnia 2007

Jak już mam czas i ochotę, żeby usiąść dla rozrywki przez komputerem i zaglądnąć np. tutaj, to juz mi powieki opadają na amen, a ręce nie chcą dosięgnąć klawiatury.

Ściełam i popasemkowałam sobie wczoraj włosy.

Reakcja Przyszłej Teściowej: O mój Boże! Co ty zrobiłaś!!! (plus pozawerbalne reakcje szokowo-oburzeniowe) 

A dziś pełne zdziwienie wyrażone do Sz., że się go nie zapytałam, czy moge obciąć wlosy (sic!).

Miałam za ramiona, teraz są wycieniowane i dochodzą lekko do szyi.

Ale reszcie - na czele z Sz. i moją mamą - się podoba.

I zapłaciłam za to śmieszne pieniądze, więc jestem zadowolona. Jakieś siedem/osiem miesięcy temu wyczaiłam fajny kameralny salon u siebie w mieście. A przedtem głupia jeździłam do Trójmiasta i zostawiałam po dwie stówy i więcej u Jean Louis Davida. No, ale kiedyś miałam kasę do szastania. Zamiast trochę pooszczędzać i polokować żyłam totalną konsumcją i teraz mam. To znaczy nie mam. No bo kto mógł się spodziewać, że przyjdą chudsze czasy. I że tak się zaangażuję w jakiś związek, że mi się zmienią piorytety. Ja pewno nie ja. 

W każdym razie do wybrania się w końcu do fryzjera zmusił mnie zbliżający sie termin oddania wniosków dowodowych. Trzeba mieć jakieś porządniejsze zdjęcie. Przy okazji zrobiłam sobie całą serię fot.

Do dowodu wyszły spoko luzik.

Tak czy owak tu nie bylo ryzyka, po slubie i tak trzeba będzie zmienić dokument.

Do dyplomu wyszły ponad moje oczekiwania. Biorąc pod uwagę, że w inżynierskim wyglądam, jak dziecko z porażeniem mózgowym, teraz jest całkiem, całkiem. A nawet lepiej.

Co się zaś tyczy paszportowego...

... to tylko mi tabliczki z numerem więziennym brakuje.

Wypisz wymaluj kryminalistka z akt więziennych vel paszczonaleśnik.

Równowaga w przyrodzie musi być.

20:54, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2007
nasza-klasa.pl

Wszystko fajnie, tylko dlaczego to tak strasznie wolno się otwiera???

22:47, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 listopada 2007
kurde

Chciałam kupić Sz. gadający długopis Homera Simpsona i ktos mnie właśnie przelicytował w ostatniej sekundzie.

Sz. jest wielbicielem The Simpsons i generalnie na każdą okazję staram się mu podarować jakiś gadżet a propos.

Sz. to nie jest Szymon, jakby ktoś się zastanawiał.

To skrót od ksywy.

Został jeszcze gadający zegar, puzzle i brelok do kluczy.

Zirytowałam się.

19:43, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
tak w skrócie

Ojojoj, długo mnie tu nie było...

Ale jakoś tak czas biegnie szybciej niż to zdążam ogarnąć.

Wczoraj i przedwczoraj byłam totalnie oklapnięta, nie wiem czy to pogoda taka, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek czuła się tak wymięta. No chyba, że na kacu (raz w życiu mnie to zjawisko dotknęło, no, ale wtedy powód był słuszny, a cel osiągnięty) lub podczas totalnego wielogodzinnego braku snu. Poza tym niby mam pracę siedząco-biurową, a wracam do domu bardziej wykończona niż po jakiś wykopkach.

Ale dzisiaj ładny dzień, lekki mrozik, słoneczko i bez wiatru, więc powinno być lepiej.

Jutro wyjazd służbowy (pierwszy podczas tej wciąż nowej, bo półtoramiesięcznej jak na razie, pracy) do Gdyni. Przy okazji wpadnę na uczelnię, bo tak to nie mam możłiwości - dziekanat idealnie, synchronicznie wręcz, pracuje zgodnie z moimi godzinami pracy. Tzn. kończy swoją pracę dotyczącą przyjmowania petentów. A muszę się pojawić osobiście, bo wysyłanie mojego brata za każdym razem kończyło się fiaskiem. Te głupie baby ciągle go zbywały. Co innego uzgadniały ze mną podczas rozmowy telefonicznej (jak już udało mi się dodzwonić), a co innego mówiły jemu. Ku mojej ciągłej frustracji, gdyż mogłabym to wszystko normalnie przez niego załatwić.

L. studiuje na wydziale obok.

A w piątek idę do poradni płuc (nie miałam jeszcze okazji przekazać tego faktu szefostwu), bo podczas badań pracowniczych okazało się, że coś tam w tych płucach mi siedzi. To samo wyszło w styczniu, podczas badań do E., ale tam lekarz wiedział, że to nie przeszkadza mi w pracy. Tym razem kwitka, że jestem zdolna do pracy nie dostałam. Może to i dobrze, bo inaczej nigdy bym się tym nie zajęła. Poprzednim razem wypadło mi z głowy.

Za to sobota w końcu wolna i czeka nas impreza ku czci Sz., który ma uroczyste zakończenie studiów, z togami i tymi amerykańskopodobnymi czapami. W sumie fajny akcent. Nie chciało mu się na to jechać, ale go namówiłam. Niech chociaż on ma jakąś pociechę ze swoich studiów. Bo na kasę to się na razie nie przełożyło.

To chyba na tyle, jeżeli chodzi o aktualizację mojego życia.

12:10, trawa_morska
Link Komentarze (2) »
czwartek, 08 listopada 2007
dwadzieścia siedem
J.w.
15:37, trawa_morska
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 listopada 2007

Łeb mi pęka, więc tylko z kronikarskiego obowiązku wspomnę, że dziś byl o wiele męczący dzień od jak zwykle męczącego poniedzialku.

W pracy ani chwili wolnej dla siebie i wyjście półtorej godziny po jej oficjalnym końcu.

Oczywiście za nadgodziny nikt nie płaci.

Idę wieć do Młodego zagrać w chińczyka czy coś w tym stylu, bo juz mnie nęka w tej sprawie od paru dni.

Potem razem obejrzymy drugi odcinek Bylo sobie życie, bodajże o rozmnażaniu. Jakiś czas temu oglądał sam, ale - jak stwierdził - nic nie skumał. Więc teraz powtórka z doświadczonym konsultantem:)

Aczkolwiek jeszcze nie rozmnożonym.

W tle film dla dzieci/młodzieży na Jetix o trzech syrenach, notabene calkiem przyjemny.

20:29, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 października 2007

Wysłałam wszystkie zaległe maile, najstarszy nieodpowieziany był z 17 października. I już na nim węcej nie mam siły.

Ostatnie 10 dni (odkąd znowu mam pracę) są kompletnie wycięte z życiorysu.

Przemknęły, a ja czuje się trochę jak robot.

Jak wracam do domu to niec mi się nie chce, a już najmniej korzystać z komputera.

Już jutro listopad, to straszne jak świat pędzi do przodu nie oglądając sie na nas.

Przecież niedawno obchodziłam Sylwestra...

Na szczęście jutro jest dzień, który pozwala sie zatrzymać i spojrzeć wewnątrz siebie. Trochę spokojnie pooddychać, pomyśleć lub po prostu być.

21:18, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 października 2007
indeks - c.d.

Pojechałam do tego dziekanatu.

Czwartek, 18 października.

Przeszukałam wszystkie pudła i znowu nic. Ale że rano po przebudzeniu (jak to zwykle bywa) mnie olśniło, pytam się tej głupiej baby, czy może mój indeks nie znajduje się czasami w teczce z moimi dokumentami. By the way tydzień wcześniej pytałam się, czy może mój indeks może być gdzieś indziej niż w tych ich pudłach. Odpowiedź była, że tylko tam.

Poszło babsko i znalazło. A indeks, jak wyglądał gdy go oddawałam w ubiegłym październiku, tak wyglądał. Ani nie był rozliczony, ani nie było w nim żadnej informacji o tym, że w kwietniu skreślili mnie z listy studentów. A babsko z uśmiechem poinfrmowało mnie, że nie można mieć rozliczonego indeksu bez obrony pracy magisterskiej. I że nie ma wyboru, że ktoś chce mieć tylko np. same studia bez magistra, albo ma mgr albo zostaje przy średnim. A to, że oddał wpisy w terminie i że ma średnią 4,5, nie ma żadnego znaczenia. Oczywiście przy oddawaniu indeksu rok temu mnie o tym nie poinformowano. A ja w swojej naiwności myślałam, że mogę być chociaż przez jakiś czas jak prezydent Kwaśniewski.

Mam iść do mojego promotora, żeby skreślił mi wpisaną rok wcześniej i znajdującą się w protokole piątkę i wpisał zamiast niej dwa. Następnie naisać podanie do rektora o reaktywację i powtórzenie ostatniego semestru na czele z seminarium magisterskim. Jeżeli dziekan wyrazi zgodę, następnym krokiem będzie opłata w wysokości 500 zł i przepisanie wszystkich wpisów z tamtego semestru (poza seminarium), co w praktyce będzie oznaczało latanie po wszystkich wykładowcach z nową kartą i indeksem, bo nie ma u nas czegoś takiego jak przepisanie komisyjne. I wtedy jak złoże indeks, będę mogłą ewentualnie przystąpić do obrony.

18:30, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 października 2007

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta cała sprawa z tym poplątaniem mojej naukowej kariery (kiedy moi znajomi zajmuja się już swoimi doktoratami, małżeństwami i nowymi mieszkaniami) uwstecznia mnie intelektualnie i życiowo we wszystkich innych aspektach.

18:13, trawa_morska
Link Komentarze (1) »
nie za wesoło

Nie byłoby to moje życie, gdyby nie znowu jakaś kłoda wpadająca pod nogi.

W zeszłym tygodniu pojechałam do promotora by obejrzał (i zatwierdził) moje dzieło. Akurat był w dobrym nastroju, bo mimo że nie widział mnie od stycznia, na moje że przez różne życiowe perypetie dopiero teraz udalo mi się ukończyć pisanie odpowiedział takie jest życie, najwazniejsze, że się udalo. I... kazał mi przyjechac za tydzień, bo musi sobie to poczytac w domu. Spoko, nie marudzę, w końcu co mi tam tydzień w tą czy we w tą. Najważniejsze, że mnie nie wyrzucił za drzwi. Zawsze jest druga strona medalu - jest w porządku, ale za to wymagający i przywiązuje uwagę do wielu szczegółów. Z tym, że z tym w porządku to właśnie, jak pisałam wczesniej, trzeba trafić, bo pan doktor jest jednocześnie trochę chumorzasty.

Ale... oczywiście musi być jakieś ale, bo jak by mogło być inaczej. Po co ułatwiać mi życie.

Nie ma mojego indeksu.

Nie odebrałam go w zeszłym roku, gdy oddałam do rozliczenia, bo jakoś nie byłam psychicznie zdolna, żeby tam pojechać, ciągle nie mogłam się z tym wszystkim uporać, miałam troszkę depresję i generalnie było mi nie po drodze. Poza tym, mój dziekanat (czyt. panie z dziekanatu) przyprawia mnie o awersję. Nie mnie pierwszą, nie ostatnią.

Mea culpa.

Przeszukałam wszystkie pudełka z indeksami ze wszystkich kierunków i nic.

Jestem umówiona z promotorem na jutro i spróbuje jeszcze raz. Znaleźć. A potem... a potem nie wiem.

Nie umiem zrozumieć, jak mogłam tak pokomplikować sobie życie. Zamiast cieszyć się z tego, że znalazłam osobę, która jest moja bratnią duszą, połówką jabłka, itd. itp., i która dodatkowo kocha mnie i pomimo wszystkich moich głupot chce byc ze mną (a patrząc na moich znajomych wiem, że to naprawdę nie jest takie proste), zżeram sama siebie, staję się coraz bardziej zamknięta i zgorzkniała.

I Sz. na tym cierpi. Bo od jakiś dwóch lat nie umiem mu dawać całej siebie. To jakaś namiastka z mojej strony. Jest cudownym facetem, wciąż mnie wspiera i dodaje otuchy i pomaga, jak tylko może. A ja zamiast go uszczęśliwiać, ciągnę ze sobą na dno.

17:43, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 września 2007

Choruję przez jakiś pieprzony wirus i się smucę.

W międzyczasie pisze, piszę i piszę, poprawiam, dodaje, odejmuje i wykonuje wszelkie działania, aby moja praca mgr w końcu się napisała. Rzygac mi się chcę, jak o tym myślę, ale idę do przodu. Ten wrzesień to najintensywniejszy miesiąc pod tym względem od kiedy zaczęłam. Naprawde się staram. Lepiej później niż wcale. Muszę to w końcu skończyć i zacząć kolejny etap w życiu, bo na niczym nie moge sie skupić.

Wszystko przecieka mi między palcami.

20:29, trawa_morska
Link Komentarze (2) »
niedziela, 16 września 2007
nowa jakość w języku polskim vel uzasadnienie pozwu Danuty Hojarskiej

W dniu 20.11.2006 w programie telewizyjnym „Szymon Majewski Show” w części kabaretu politycznego zatytułowanego „Rozmowy w tłoku” użył on w programie materiału w którym przedstawiono postać Pokrzywdzonej Danuty Hojarskiej, którą ośmieszono i pomówiono o brak wykształcenia, brak manier właściwego zachowania, brak kultury osobistej i zarzucono jej czyniąc z tego przedmiot drwin i obelg m.in. pochodzenie wiejskie, wygląd zewnętrzny oraz przypisano niezgodnie z prawem przestępne działania, które skutkować będą w przyszłości poniesieniem, tak przez wymienioną, jak i osoby trzecie przynależne do ugrupowania politycznego Samoobrona RP, które wskazana reprezentuje odpowiedzialności karnej oraz zamieszczono nieprawdziwe informacje przypisujące reprezentowanej finansowe korumpowanie w celu zachowania mandatu Posła na Sejm RP oraz przedłużenia tegoż mandatu na dalsze kadencje, ponadto skomentowano prywatne epizody życiowe wymienionej związane z jej kontaktami z organami komorniczymi oraz dokonano nadinterpretacji przyszłych zachowań Danuty Hojarskiej, w celu poróżnienia jej z tym samorządem zawodowym, wskutek tegoż wielce krzywdzącego materiału i zawartej w nim niesłusznej oceny doprowadził do podważenia zaufania do Pokrzywdzonej Danuty Hojarskiej jako osoby publicznej.


To wszystko jest 1 (slownie: jednym) zdaniem...

Nie wiem, może mnie potem była posłanka będzie ścigać, ale na miłość boską, jak można było takie coś wymyślić???

Nie za bardzo zresztą kumam ten tekst, bo się mniej więcej w połowie zgubiłam.

Zamieściłam go z cyklu "Ku pamięci", w dosłownej treści, interpunkcyjnej też,  źródłem jest tvn24.

A dla przypomnienia: za co Hojarska pozwała Majewskiego oraz prawdziwy dekold posłanki.

18:54, trawa_morska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7